Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 11 Liga
Gospodarze stali przed tym meczem pod ścianą, ponieważ tylko zwycięstwo pozwalało im zachować szanse na utrzymanie. Zespół Patetikos również potrzebował punktów, aby zapewnić sobie ligowy byt i spokojnie podejść do ostatniej kolejki sezonu. Od pierwszego gwizdka kibice zgromadzeni na obiekcie AWF-u mogli oglądać prawdziwą wymianę ciosów, a tempo spotkania ani na moment nie zwalniało.
Jako pierwsi do głosu doszli zawodnicy FC Patetikos. Wynik otworzył Jakub Michalik, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Odpowiedź Legijnej Ferajny była jednak błyskawiczna, bo już chwilę później do wyrównania doprowadził Jerzy Kijkowski. Goście nie zamierzali jednak oddawać inicjatywy. Po raz kolejny na listę strzelców wpisał się Michalik, kompletując dublet, a następnie Paweł Jasztel podwyższył prowadzenie Patetikos do dwóch trafień.
Wydawało się, że goście zaczynają przejmować kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi, jednak gospodarze szybko wrócili do gry. Dwie kolejne bramki pozwoliły Ferajnie odrobić straty i doprowadzić do remisu 3:3. Gdy wydawało się, że takim wynikiem zakończy się pierwsza połowa, ostatnie słowo przed przerwą należało jednak do gości. Łukasz Wileński skutecznie wykończył jedną z akcji swojego zespołu i to Patetikos schodzili do szatni z jednobramkowym prowadzeniem.
Po zmianie stron emocje kipiały. Kiedy jedna z drużyn na moment przechylała szalę zwycięstwa na swoją stronę, druga niemal natychmiast odpowiadała trafieniem wyrównującym. Na boisku nie brakowało walki, zaangażowania i determinacji, a żadna z ekip nie zamierzała odpuszczać nawet na chwilę. W drugiej części meczu kibice obejrzeli aż dziewięć bramek. Zarówno Legijna Ferajna, jak i FC Patetikos zdołali w pewnym momencie objąć prowadzenie, jednak żadna ze stron nie była w stanie wykonać decydującego kroku. Spotkanie trzymało w napięciu do ostatnich minut, a losy punktów ważyły się praktycznie do końcowego gwizdka. Ostatecznie po niezwykle widowiskowym, pełnym zwrotów akcji i ofensywnych popisów meczu padł remis 8:8, który patrząc na przebieg spotkania wydaje się wynikiem w pełni sprawiedliwym.
Dla FC Patetikos zdobyty punkt oznacza utrzymanie i możliwość spokojnego podejścia do ostatniej kolejki sezonu. Znacznie smutniejsze nastroje panują natomiast w obozie Legijnej Ferajny. Remis nie był wynikiem, którego potrzebowali gospodarze, ponieważ sprawia on, że przed ostatnią serią spotkań stracili już matematyczne szanse na pozostanie w 11. lidze.
Spotkanie pomiędzy FC Warsaw Wilanów a MWSP okazało się kolejnym bramkostrzelnym widowiskiem tej kolejki. Już sam wynik 5:8 pokazuje, że kibice mogli oglądać mecz pełen ofensywnej gry.
Pierwsza połowa była bardzo wyrównana. Obie drużyny od początku postawiły na odważny futbol, regularnie przedostając się pod bramkę rywala i szukając okazji do zdobycia kolejnych trafień. Jako pierwsi do siatki trafili goście. Precyzyjnym strzałem po ziemi popisał się Paweł Nowak, wyprowadzając MWSP na prowadzenie. Zespół z Wilanowa nie przejął się jednak stratą bramki i konsekwentnie realizował swój plan. Po składnej akcji zespołowej do siatki trafił Piotr Wdowiński, doprowadzając do wyrównania. Obie ekipy grały bardzo ofensywnie i już od pierwszych minut było widać, że żaden podział punktów nie wchodził w grę.
Skuteczniejsi w swoich atakach okazali się jednak goście. Po przeszywającym podaniu Jakuba Sołdaczuka do Miłosza Wróblewskiego MWSP ponownie objęło prowadzenie. Kilka minut później przewaga wzrosła do dwóch bramek, a swoją rolę odegrał również błąd w ustawieniu defensywy gospodarzy. Tuż przed przerwą kontaktowe trafienie zdobył Karol Kowalski, dając FC Warsaw Wilanów nadzieję na odwrócenie losów spotkania po zmianie stron.
Druga połowa była jeszcze bardziej otwarta. Gospodarze próbowali wrócić do gry, ale za każdym razem MWSP odpowiadało w najlepszy możliwy sposób – kolejnymi bramkami. Goście grali konkretnie, świetnie wykorzystywali pozostawione przestrzenie i z dużą swobodą finalizowali swoje akcje ofensywne. Prawdziwy festiwal strzelecki rozpoczął się w końcówce spotkania. W ciągu kilku minut kibice obejrzeli aż siedem bramek. Początkowo wydawało się, że trafienia Sołdaczuka i Nowaka definitywnie zamknęły mecz. Duet Świtalski–Kowalski, który przez cały sezon był jednym z najmocniejszych punktów Wilanowa, ponownie dał jednak swojej drużynie nadzieję na odwrócenie losów rywalizacji.
Goście nie pozostawili jednak rywalom nawet cienia szans. Kilka akcji później ponownie rozbili defensywę gospodarzy, zdobywając trzy kolejne bramki i ustalając końcowy rezultat na 8:5.
Dzięki temu zwycięstwu MWSP przypieczętowało drugą pozycję w tabeli 11. Ligi Fanów i potwierdziło swoją wysoką formę na finiszu sezonu. FC Warsaw Wilanów musi natomiast pogodzić się z kolejną porażką. Dla zespołu z Wilanowa była to już piąta przegrana z rzędu, co sprawia, że końcówka rundy rewanżowej zdecydowanie nie układa się po jego myśli.
Już przed rozpoczęciem niedzielnego spotkania pomiędzy Hiszpańskim Galeonem a AC Choszczówka wiadomo było, że może to być jedno z ciekawszych spotkań przedostatniej serii. Obie ekipy nie zawiodły, a wynik 6:7 dobitnie to pokazuje.
Jako pierwsi do siatki trafili gospodarze, dając tym samym jasny sygnał drużynie, która już wcześniej zapewniła sobie tytuł mistrzowski, że zamierzają walczyć jak równy z równym. Po składnej akcji ofensywnej, w którą zaangażowany był praktycznie cały zespół Galeonu, gospodarze wysunęli się na prowadzenie już w pierwszych minutach spotkania. Taki początek był dla AC Choszczówki sygnałem ostrzegawczym. Goście błyskawicznie pokazali jednak, dlaczego są niekwestionowanie najlepszym zespołem w lidze. Po wznowieniu od środka kapitalny rajd przeprowadził Michał Kochanowski, wykładając piłkę Bartoszowi Salacie. Napastnik mistrzów był tego dnia w wybitnej dyspozycji. Nieustannie nękał defensywę gospodarzy i ostatecznie aż pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców.
To właśnie Salata był bohaterem pierwszej połowy. Jedno z jego trafień było prawdziwą ozdobą meczu. Podbił sobie piłkę tyłem do bramki, a następnie zewnętrzną częścią buta umieścił ją w siatce Magnusa Michalskiego, kompletując hat-tricka w efektownym stylu. Było to trafienie najwyższej klasy.
Ciosy zadawane przez mistrzów nie złamały jednak Galeonu. Gospodarze wciąż walczyli o podium i nie mogli pozwolić sobie na utratę wiary w korzystny wynik. Cierpliwie budowali akcje, a efektem były trafienia Michała Dąbkowskiego oraz Stanisława Piątkiewicza, który wykorzystał błąd w rozegraniu rywali. Wydawało się, że do przerwy na tablicy wyników będzie widniał remis 3:3, jednak właśnie wtedy ponownie błysnął Salata. Wyszedł najwyżej do dośrodkowania i precyzyjną główką wyprowadził AC Choszczówkę na prowadzenie.
Po zmianie stron gospodarze rzucili się do odrabiania strat. W szatni musiały paść mocne słowa, bo w grze Galeonu wyraźnie było widać ogromną determinację. Sygnał do ataku ponownie dał Michał Dąbkowski, który otrzymał piłkę przed polem karnym, znalazł odrobinę miejsca i potężnym strzałem w samo okienko doprowadził do wyrównania. Sen Galeonu o zwycięstwie został jednak szybko przerwany. Do głosu ponownie doszła Choszczówka, która jeszcze raz pokazała mistrzowską jakość. Najpierw Salata zdobył kolejną bramkę po mocnym uderzeniu głową, a chwilę później goście przeprowadzili składną akcję, po której odskoczyli rywalom na dwa trafienia. Galeon nie zamierzał się poddawać. Po raz kolejny zamieszanie pod bramką przeciwnika wykorzystał Piątkiewicz, podtrzymując nadzieje gospodarzy. Ostateczny cios zadał jednak Olek Śpiewak, skutecznie kończąc jedną z akcji i praktycznie zamykając losy spotkania.
Ogromny udział w zwycięstwie mistrzów miał również bramkarz Szymon Salata. Golkiper AC Choszczówki wielokrotnie ratował swój zespół przed utratą kolejnych bramek i był jednym z kluczowych bohaterów tego widowiska.
W samej końcówce Hiszpański Galeon jeszcze raz znalazł drogę do siatki, lecz na odrobienie wszystkich strat było już zdecydowanie za późno. Ostatecznie świeżo upieczony mistrz zwyciężył 7:6, zachowując więcej zimnej krwi w kluczowych momentach i potwierdzając, że złote medale trafiły w odpowiednie ręce.
Tecz miał ogromne znaczenie dla obu drużyn – gospodarze wciąż walczyli o awans, natomiast goście bronili się przed spadkiem. Wszystko wskazywało więc na to, że stawką tego pojedynku będą nie tylko trzy punkty, ale również przyszłość obu zespołów.
Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z oczekiwaniami od trafienia dla gospodarzy. Niestety dla CWKS-u był to jedynie dobry początek, ponieważ w kolejnych minutach kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami przejęli Mistrzowie Chaosu. Goście szybko doprowadzili do wyrównania, a z każdą minutą prezentowali się coraz pewniej. W tej fazie meczu to właśnie oni nadawali ton grze, imponując organizacją, zaangażowaniem i skutecznością. Swoją przewagę udokumentowali kolejnymi trafieniami. Na prowadzenie 2:1 wyprowadził ich Jakub Spławski, a później goście nie zwalniali tempa. Do końca pierwszej połowy to właśnie Mistrzowie byli zespołem zdecydowanie lepszym. Grali intensywnie, bardzo dobrze bronili i skutecznie neutralizowali atuty gospodarzy. CWKS miał ogromne problemy ze sforsowaniem defensywy rywali, dlatego wynik 4:1 dla gości do przerwy był jedną z większych niespodzianek tej kolejki.
Po zmianie stron gospodarze ruszyli do odrabiania strat. Sygnał do ataku dał Bartosz Puchalski, który pewnie wykorzystał rzut karny. Trafienie dodało CWKS-owi energii i wiary we własne możliwości. Gospodarze nie mieli już nic do stracenia, dlatego postawili wszystko na jedną kartę. Nie zraziła ich nawet kolejna stracona bramka. Przy wyniku 3:5 nadal wierzyli, że są w stanie odwrócić losy spotkania. Chwilę później Bartosz Niebiel zdobył gola kontaktowego i przewaga Mistrzów Chaosu stopniała do zaledwie jednej bramki. Atmosfera na boisku robiła się coraz gorętsza, a gospodarze wyraźnie czuli, że rywale zaczynają tracić pewność siebie.
Ferajna Warszawa nie ustawała w atakach. Kolejne akcje przyniosły upragniony efekt, gdy Jakub Piątek doprowadził do remisu 5:5. Goście, którzy jeszcze kilkanaście minut wcześniej wydawali się mieć mecz pod pełną kontrolą, byli wyraźnie podłamani takim obrotem wydarzeń. Końcówka należała już do gospodarzy. CWKS wykorzystał moment słabości przeciwnika i kontynuował ofensywny napór. Decydujący cios zadał Bartosz Puchalski, który w samej końcówce zdobył bramkę na 6:5, kompletując kapitalny występ i zapewniając swojej drużynie niezwykle cenne trzy punkty.
O awansie gospodarzy oraz utrzymaniu Mistrzów Chaosu zadecyduje więc ostatnia, decydująca kolejka sezonu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)